Achaja, czyli w sieci intryg królestwa Troy

 

Achaja to kolejna literacka gra Krzysztofa Wolickiego, oparta na trylogii Andrzeja Ziemiańskiego. Jej powstanie (i to niezwykle szybkie, bo w przeciągu 12 miesięcy) zostało zapowiedziane podczas bardzo udanej kampanii gry Pana Lodowego Ogrodu na wspieram.to. Zgodnie z planem, w ciągu roku powstał kolejny projekt, przenoszący na planszę świat rodem z polskiej fantastyki. Jak wyszła Achaja i czy warto było się spieszyć? Przeczytajcie!

 
Podsumowanie
 

Gatunek:
 
Próg Wejścia:
 
Losowość:
 
Interakcja:
 
Autor:
 
Wydawca:
 
Rok Wydania W Polsce:
 
Typ Mechaniki: , ,
 
Czas Gry [min]:
 
Liczba Graczy Min.:
 
Liczba Graczy Max.:
 
Powierzchnia Rozgrywki [m²]:
 
Cena W Dniu Recenzji:
 
Grywalność według niej
50%


 
Grywalność według niego
60%


 
Cena/jakość
60%


 
Regrywalność
65%


 
Skalowalność
65%


 
Total Score
60%
60/100


User Rating
4 total ratings

 


1
Posted 16/11/2015 by

 
Recenzja
 
 

O co w tym chodzi?

Achaja przenosi nas do książkowego królestwa Troy. To tutaj właśnie przyjdzie nam walczyć o władzę. Sztylet z ciemności, trucizna w winie, fałszywy przyjaciel – wszystkie chwyty są dozwolone. Intryga, podstęp, spisek, zdrada – tak właśnie walczy się tu o tron. Nie staniemy więc u boku niezłomnej Achai i nie będziemy przeżywać jej przygód. W kręgu naszych zainteresowań znajdą się zaś te wydarzenia, które choć na pierwszy rzut oka raczej niepozorne, decydowały o losach książkowego świata i sprawiały, że zmieniały się karty jego historii.

Wcielimy się w przywódcę szlacheckiego rodu w królestwie Troy. Zwycięzcą zostanie ten, kto zdobędzie tron, czyli uzyska najwięcej punktów władzy. Zajmujemy więc pozycje w poszczególnych lokacjach Troy, a każda z nich możne zmieścić tylko ograniczoną (mocno ograniczoną!) liczbę kostek-wpływów. Każdy gracz, obecny w danym miejscu, będzie mógł na koniec tury wykonać przypisaną do niego akcję. Jednak tylko ten, który będzie miał najwięcej wpływów, zdobędzie żetony władzy, a to one przeliczają się na punkty, prowadzące do zwycięstwa. W trakcie gry używamy więc kart intryg, aby przesuwać, przerzucać, przekręcać kości nasze i przeciwników. Czasem uda nam się też coś ukraść, czy też inaczej wstrząsnąć światem polityki Troy. Po pomoc możemy także zwrócić się do którejś z postaci. Oczywiście w walce o tron nie ma nic za darmo, będziemy więc musieli posłużyć się odpowiednią łapówką, a że apetyt rośnie w miarę jedzenia, każda kolejna osoba będzie musiała zapłacić więcej, aby zyskać sprzymierzeńca. Jak przetrwać w świecie tak najeżonym niebezpieczeństwami? Grunt to rodzina! Powinniście więc mieć wielu kuzynów ulicznych i pałacowych (tak, jeśli czytaliście Achaję, to właśnie się uśmiechacie). Taki kuzyn, wraz z odpowiednio szczęśliwym rzutem kostką, może uchronić was przed złośliwością, jaką zaplanowali wasi przeciwnicy, czy też w ogóle uniemożliwić im ruch. Zerknijcie na krótki zwiastun, który pomoże wam wyobrazić sobie królestwo Troy.

Achaja to kolejny tytuł od RedImp dla zaawansowanych graczy. Zasady nie są proste. Elementów rozgrywki jest bardzo dużo i minie kilka partii nim będziecie potrafili przygotować kolejną turę bez pomocy instrukcji. Reguł jest chyba nawet zbyt wiele i wydaje się, że można by zrezygnować z niektórych detali (np. kart wydarzeń) bez straty dla rozgrywki. Instrukcja mogłaby zaś być bardziej pomocna, na przykład oferując skrót, czy podsumowanie zasad.

Dowiedz się więcej…

Achaja przyciągnęła naszą uwagę, ponieważ jesteśmy fanami trylogii Andrzeja Ziemiańskiego. Nie mogliśmy więc przejść obok tej pozycji obojętnie. Krzysztof Wolicki po raz kolejny podszedł do tematu niebanalnie, nie osadzając gry bezpośrednio wokół głównego bohatera i jego przygód, ale skupiając się na równie ważnym i ciekawym wątku politycznym powieści. Teraz to my możemy rozdawać karty i decydować o tym, kto dojdzie do władzy. I choć samo założenie jest zachęcające, to niestety podczas rozgrywki w ogóle nie poczujemy klimatu książki. Jest tu kilka smaczków dla osób, które znają powieść, jak na przykład wspomniani już kuzyni, postaci z którymi możemy współpracować, czy karty wydarzeń nawiązujące do losów tytułowej Achai. Rozgrywka zupełnie jednak nie pozwala nam poczuć tego klimatu. Gramy bezimiennymi rodami królestwa Troy. Przerzucamy kostki, liczymy oczka, przestawiamy kostki i widzimy przed sobą tylko kostki właśnie, a nie naszych popleczników. Wydaje się, że nie zauważylibyśmy różnicy, gdyby ta sama gra toczyła się o dowolny inny tron, w dowolnym innym królestwie. A przecież sięgaliśmy po ten tytuł w dużej mierze dla jego tematu właśnie.

Grafiki to jeden z nielicznych smaczków dla fanów powieści. Wreszcie możecie na własne oczy zobaczyć tytułową księżniczkę, Zaana, Siriusa, Oriona i wszystkie inne postaci, które dotąd gościły tylko w waszej wyobraźni. Znajdziecie tu kilka naprawdę ciekawych grafik. Niestety równie wiele gorszych, jakby niedopracowanych i nie zapierających tchu w piersiach. Jako całość gra wygląda raczej mdło. Zamiast planszy czekają na nas duże kafle, co brzmi zdecydowanie ciekawie. W praktyce jednak w żaden sposób nie wspiera to rozgrywki. Kostki gubią się na kolorowych płytkach i trudno odróżnić gdzie kończy się jeden obszar, a zaczyna drugi. Wydaje się więc, że bardziej grywalna, a być może i ładniejsza, bo obecnie płytki nie tworzą spójnego schematu, byłaby tradycyjna plansza. Jest chaotycznie i brakuje czegoś, co przyciągnie oko, gdy gra rozłożona jest na stole. Do tego kostki. Najzwyklejsze kostki, jak z klasycznego Chińczyka, co dla nas stanowi ogromny zawód, ponieważ uwielbiamy ciekawe, stylizowane kości, o które aż się prosi w Achai. Całe wykonanie należy określić jako poprawne. Nie ma tu jednak zachwytu.

A jak wygląda rozgrywka? Kości, kości i jeszcze raz kości! Ale nie takie zwykłe, banalne kości. Co prawda, czasem całkiem tradycyjnie nimi rzucamy, ale głównie jednak statycznie leżą one na planszy i symbolizują nasze wpływy. W kartach bardzo ciekawie wykorzystano możliwości jakie niosą ze sobą kości i naprawdę możemy zobaczyć ich potencjał, nie tylko jako siły sprawczej ślepego losu. Kiedy sami decydujemy się na wykonanie przerzutu kości, robimy to przeliczając ryzyko. Jeszcze częściej przekręcamy je, przesuwamy, czy odwracamy w sposób kontrolowany. Wyborów, możliwości mamy tu naprawdę ogrom, a każdy nasz ruch diametralnie zmienia sytuację na planszy. Co więcej, jesteśmy zmuszeni do bycia niezwykle elastycznymi, do myślenia o kilka kroków do przodu i prób przewidzenia ruchów przeciwnika. Musimy jednocześnie walczyć o chwilowe zwycięstwa, aby zdobywać żetony wpływu i dbać o długofalową przewagę, aby zyskać punkty władzy, a czasem całkiem z tego zrezygnować i skupić się tylko na możliwości wykonania akcji danej lokacji. Brzmi jakby było to trudne i skomplikowane? Bo jest! Kombinowania i główkowania jest tu cała masa. Nie zdziwcie się jeśli kogoś dopadnie paraliż decyzyjny – jest co analizować!

Co więcej, sytuacja na planszy zmienia się bez przerwy, bardzo dynamicznie i musimy cały czas czujnie ją obserwować, mając pod ręką wszystkich możliwych kuzynów, reakcje i kontry. Interakcja jest tutaj olbrzymia i w dodatku olbrzymie negatywna. Właściwie każdy nasz ruch wpływa na pozostałych graczy. Nie musimy nawet dotykać ich kostek, aby zaleźć im za skórę. Każda poprawa naszej sytuacji, pogorszy pozycję kogoś innego. Nasze interesy są ściśle przeciwstawne, a pole do manewru jest tak niewielkie, że nie da się grać niezależnie, trzeba bezwzględnie walczyć. W królestwie Troy zdecydowanie nie ma miejsca dla nas wszystkich!

Grając w Achaję, musicie przygotować się na dużą losowość. Dla nas zdecydowanie zbyt dużą i frustrującą. Nie dość, że gramy używając kart intryg i nigdy nie wiemy, co dostaniemy na rękę, to mamy tu jeszcze kości. Niejednokrotnie będziemy musieli podjąć ryzyko, przerzucając którąś z nich. Ale to nie koniec. To, czy naszym kuzynom uda się nas obronić i anulować intrygę zależy także od rzutu kością właśnie. Z jeden strony Achaja zmusza nas więc do strategicznego myślenia, liczenia, planowania i jeszcze raz liczenia. Z drugiej, każe nam pogodzić się z tym, że siedem naszych kart pod rząd nie przyniosło żadnego efektu, bo przeciwnik wyrzucił akurat same szóstki i odbił wszystkie nasze intrygi jednym, marnym kuzynem ulicznym. Każe nam więc zaakceptować to, że ostatecznie całe nasze planowanie pójdzie na marne, gdy los nie będzie nam sprzyjał. Bywa tak, że wszystkie intrygi odbijane są z miejsca. Bywa też tak, że pięciu kuzynów ginie w bezskutecznej próbie zniwelowania jednej karty, bo kostka uparcie wskazuje 1. Gdyby Achaja, była leciutką, szybką, imprezową grą moglibyśmy zaakceptować taką losowość i zdać się na bezduszne wyroki kostki. Kiedy jednak liczymy, kombinujemy i planujemy (również to jak zabezpieczyć się przed złym losem), a kostka wciąż potrafi pokrzyżować nam szyki, to jest to zdecydowanie nie dla nas. Powoduje nerwy i frustrację.

Achaja skaluje się dość dobrze. Dynamizmu i interakcji jest ogromnie dużo w każdej z wersji. Podczas gry na dwie osoby każdy steruje jednak aż dwoma rodami, co jest raczej niewygodne. Co więcej, nasze rody w niektórych sytuacjach również ze sobą rywalizują. W obliczeniach musimy więc wziąć pod uwagę kolejny czynnik, czeka nas jeszcze więcej analizowania, którego i tak nie jest mało. W związku z tym nam lepiej grało się w większym gronie.

Czy Ci się spodoba?

Achaja wydaje się trwać w zawieszeniu pomiędzy lekką, szybką, losową grą z mnóstwem złośliwości, a ciężkim strategicznym tytułem, z ogromem zasad, elementów i pewną dozą ryzyka. Naszym zdaniem wybór jednej z tych opcji byłby korzystny, bo w każdej z nich gra ma duży potencjał. Tego wyboru jednak nie dokonano i Achaja została na rozdrożu. W efekcie u nas po kilku rozgrywkach okazało się, że raczej nikt nie ma już ochoty na kolejne. Jest tu zbyt dużo chaosu, a zdecydowanie zbyt mało tematu, bo jednak projekt obserwowaliśmy jako fani powieści Ziemiańskiego, oczekujący możliwości zanurzenia się na chwilę w książkowym świecie. Okazało się jednak, że nie możemy na to liczyć. Musimy więc przyznać, że nas Achaja rozczarowała. Fakt, po wydaniu Pana Lodowego Ogrodu poprzeczka zawieszona była bardzo wysoko i nasze oczekiwania były duże, nawet bardzo duże. Nie zostały jednak spełnione, a zdecydowanie lepiej grało nam się w prototyp niż w finalną wersję gry. Może więc nie należało się tak spieszyć z zakończeniem projektu?

Sprawdźcie jednak sami, czy Achaja wam się spodoba. Jeśli szukacie ciężkiego tytułu, dającego ogrom możliwości  i wyborów, z mnóstwem negatywnej interakcji, lubicie pokonywać kolejne i kolejne przeszkody, więc nie straszna wam losowość, to zerknijcie na Achaję koniecznie.


Co lubimy


ciekawe użycie kości; ogrom wyborów i kombinowania; mnóstwo negatywnej interakcji;

Na co narzekamy


brak klimatu podczas rozgrywki; przerost zasad i elementów; ogromną, frustrującą losowość

Basior