Hanabi, czyli odwrotna karcianka

 

Hanabi to tytuł, którego trudno nie znać. Antoine Bauza i jego gra stali się znani na całym świecie (tytuł Spiel des Jahres 2013), za sprawą niebanalnego pomysłu na jakim opiera się rozgrywka. Kto bowiem powiedział, że karty musimy trzymać zawsze w jedną stronę? Co się stanie kiedy odwrócimy je tak, aby tylko inni gracze wiedzieli, co trzymamy na ręce? Przeczytajcie.

 
Podsumowanie
 

Gatunek: , ,
 
Próg Wejścia:
 
Losowość:
 
Interakcja:
 
Autor:
 
Wydawca:
 
Rok Wydania W Polsce:
 
Typ Mechaniki:
 
Czas Gry [min]:
 
Liczba Graczy Min.:
 
Liczba Graczy Max.:
 
Powierzchnia Rozgrywki [m²]:
 
Cena W Dniu Recenzji:
 
Grywalność według niej
50%


 
Grywalność według niego
50%


 
Cena/jakość
80%


 
Regrywalność
70%


 
Skalowalność
70%


 
Total Score
64%
64/100


User Rating
no ratings yet

 


1
Posted 01/09/2015 by

 
Recenzja
 
 

O co w tym chodzi?

Hanabi to gra kooperacyjna. Wszyscy więc walczymy o wspólną wygraną. Wcielamy się w zespół wytwórców sztucznych ogni, którym pomieszały się wszystkie fajerwerki. Naszym zadaniem jest ich posegregowanie. Staramy się ułożyć je kolorami, w rosnącej kolejności. Powinniśmy więc uzyskać pięć zestawów kart od 1 do 5, każdy w innym kolorze.

Brzmi bardzo prosto, prawda? Nie dajcie się zwieść. Przecież nie znacie swoich kart! Podczas całej rozgrywki trzymacie bowiem karty tyłem do siebie, a przodem do innych graczy. Tylko oni wiedzą więc co powinniście zrobić i jak zagrać. Będą oni mogli wam podpowiadać, ale tylko w ograniczonej przez zasady formie. Możecie usłyszeć jedną informację o swoich kartach – albo dotyczącą ich koloru, albo wartości, np. Masz trzy zielone karty; Masz dwie dwójki. Podczas podpowiedzi inny gracz pokazuje również, które dokładnie karty ma na myśli. Pula podpowiedzi jest jednak ograniczona, musicie więc wspólnie dbać, aby używać ich rozsądnie i aby co jakiś czas wykorzystane już żetony stawały się znowu dostępne. Mając już jakieś pojęcie o swoich kartach, możemy albo odrzucić jedną z nich (ale uwaga, wtedy już nigdy nie wróci ona do gry, więc ryzykujemy, że ukończenie pewnego łańcucha nie będzie możliwe), albo zagrać ją na stół. Jeśli pasuje do układu – dobra nasza, jeśli nie – właśnie doprowadziliśmy do wybuchu i tracimy kartę.

Jeśli dobrze nam pójdzie, gra kończy się wraz z końcem talii. Im więcej kart udało nam się poprawnie ułożyć, tym więcej punktów uzyskamy. Oczywiście staramy się dążyć do zdobycia pełnych 25 punktów, a więc idealnego poukładania wszystkich fajerwerków, co będzie naprawdę trudnym zadaniem! Jeśli jednak w trakcie partii pomylimy się trzy razy, gra kończy się natychmiast naszą wspólną przegraną (każdą pomyłkę oznaczamy specjalnym żetonem wybuchu). Czy uda nam się więc przygotować sztuczne ognie na czas?

Zasady gry można wytłumaczyć dosłownie każdemu w kilka minut, są one wręcz banalne i właściwie całe przeczytaliście powyżej. Niebanalne trzymanie kart sprawia jednak, że zwycięstwo już takie proste nie jest.

Dowiedz się więcej…

Naszą recenzję musimy oczywiście zacząć od tematu odwróconych kart. Pomysł jest bowiem naprawdę niesamowity. Czy kiedykolwiek przed wydaniem Hanabi przyszłoby wam do głowy trzymać karty odwrotnie? Jesteśmy tak przyzwyczajeni do wpatrywania się w swoje karty i zakrywania ich przed innymi, że podczas gry niezwykle trudno jest powstrzymać ten odruch i pamiętać, że to przed nami samymi powinniśmy teraz chować dobieraną kartę. Każde nasze zagranie stanowi zaskoczenie, ale tylko dla nas. Często będzie ono powitane gromkim No wreszcie! przez naszą drużynę. Taka drobna zmiana potrafi wywrócić całą rozgrywkę do góry nogami. Nie spodziewajcie się typowej karcianki i zwykłego dla karcianek sposobu kombinowania. Powinniście raczej nastawić się na pamięciowo-logiczną analizę waszych kart. Hanabi to też gra kooperacyjna, ale nie spodziewajcie się typowej kooperacji. Nie będzie tutaj wspólnych dyskusji i decyzji, bo nasze wypowiedzi są mocno ograniczone. Chociaż gramy razem, to każdy podejmuje decyzje oddzielnie i nie powinniśmy na nie wpływać. Możemy używać jedynie podpowiedzi. Ważne jest jednak, żeby używać ich mądrze, upewnić się, że nasz komunikat zostanie dobrze zrozumiany i będzie przydatny w danym momencie rozgrywki. Komunikacja jest więc kluczem do sukcesu. Czy on mówi mi, że mam jedną dwójkę właśnie dlatego, że potrzebujemy dwójki w naszym układzie? Czeka nas więc sporo zabawy i śmiechu podczas tych prób porozumienia się. Choć, jak to zwykle w kooperacjach bywa (ale pamiętajcie, że my kooperacji nie lubimy), nie ma tutaj aż tak wielu emocji jak w grach rywalizacyjnych.

Rozgrywka jest bardzo krótka (ok. 25 minut). Przez cały ten czas jesteśmy żywo zaangażowani. W ogóle nie ma tu downtime’u. Ciągle śledzimy karty innych graczy (a nie swoje). Ruchy pozostałych osób często zaś dotyczą nas samych. Ta krótka rozgrywka zostawia nas zwykle z poczuciem niedosytu. Jeszcze tylko chwila i na pewno ułożylibyśmy wszystko! Z chęcią zagramy więc kilka partii pod rząd, żeby poprawić swój wynik.

Jak to w karciankach bywa, czeka nas trochę losowości. Czasem dostaniemy lepsze karty, czasem gorsze. Poziom trudności możemy także regulować sami, używając wielokolorowych jokerów, które wprowadzają mnóstwo zamieszania, oraz dokładnie ustalając poziom możliwej komunikacji. Czy przymykamy oko na komunikację niewerbalną i mogę wymownie zmarszczyć brwi, gdy wykonujesz zły ruch, czy też wszyscy zachowujemy pokerową twarz? Jeśli więc spodoba wam się zabawa sztucznymi ogniami z pewnością nie prędko się nią znudzicie. Szczególnie, że ułożenie pełnego zestawu fajerwerków kosztować was będzie z pewnością kilka/kilkanaście prób nawet w najłatwiejszych wariantach.

Hanabi bardzo dobrze się skaluje i praktycznie nie ma różnicy w rozgrywkach dwu- i czteroosobowych. Jednak im więcej osób zbiera się nad grą, tym więcej rozmów i śmiechu. My więc Hanabi najbardziej lubimy w takim dużym składzie.

Do gustu bardzo przypadło nam również wydanie gry. Co prawda, nie możemy się podczas rozgrywki delektować tematem, bo Hanabi jest właściwie grą abstrakcyjną, ale nasze oczy będą cieszyć się przyjemnymi grafikami. Malutkie, metalowe pudełeczko, nie tylko idealnie zmieści się do torby, ale też z pewnością nic nie stanie mu się w podróży. Co więcej, bierze ono udział w rozgrywce. Nietypowy wymiar kart jest zaś przyjemnym urozmaiceniem.

Czy Ci się spodoba?

Hanabi to gra obok której nie można przejść obojętnie. To gra wyjątkowa, nie możecie więc spodziewać się typowej karcianki, ani typowej kooperacji. To gra, której po prostu trzeba spróbować i samemu wyrobić sobie opinię. Hanabi wydaje się jednak świetnie pasować do rodzinnych rozgrywek. Jeśli szukacie lekkiego, spokojnego, nietypowego fillera, powinna także sprawdzić się w gronie (zarówno grających, jak i niegrających) znajomych. Rozgrywka stanowi wesołe wyzwanie i kiedy już zaczniecie, trudno jest zrezygnować nie osiągnąwszy pełnego sukcesu. Kto nie ułoży? My nie ułożymy?

Chociaż my dobrze bawiliśmy się przy Hanabi, to nie urzekła nas ona jakoś wyjątkowo i pewnie nie będzie często wracać na nasz stół. Mimo, iż spośród gier kooperacyjnych zdecydowanie najbardziej przypadła nam ona do gustu, to wciąż brakowało nam rywalizacji. Nie można jednak nie docenić przewrotnego pomysłu, na którym oparta jest rozgrywka. Polecamy spróbować.


Co lubimy


ciekawy mechanizm odwróconych kart; wydanie z malutkim, metalowym pudełkiem; specyficzną kooperację, podczas której nie można rozmawiać;

Na co narzekamy


rozgrywka jest nieco zbyt spokojna ze względu na brak rywalizacji;

Basior