Munchkin Cthulhu, czyli potworna wyprawa po skarby

 

Zachęceni licznymi pozytywnymi opiniami, sięgnęliśmy po słynnego Munchkina. Konkretnie trafiło zaś na Munchkina Cthulhu. Wydawał się on być dla nas bardzo dobrym wyborem – uwielbiamy karcianki, negatywną interakcję i przedwiecznego potwora. Mimo wszystko jednak między nami a Munchkinem zupełnie nie zaiskrzyło. I chociaż gra ma ogromnie wielu fanów, to okazuje się, że jednak nie jest dla wszystkich. Na pewno nie jest dla nas. Dlaczego? Przeczytajcie.

 
Podsumowanie
 

Gatunek:
 
Próg Wejścia:
 
Losowość:
 
Interakcja:
 
Autor:
 
Wydawca:
 
Rok Wydania W Polsce:
 
Typ Mechaniki: ,
 
Czas Gry [min]:
 
Liczba Graczy Min.:
 
Liczba Graczy Max.:
 
Cena W Dniu Recenzji:
 
Grywalność według niej
10%


 
Grywalność według niego
10%


 
Cena/jakość
40%


 
Regrywalność
50%


 
Skalowalność
40%


 
Total Score
30%
30/100


User Rating
3 total ratings

 


0
Posted 04/08/2015 by

 
Recenzja
 
 

O co w tym chodzi?

Munchkin Cthulhu to gra, w której wcielimy się w poszukiwaczy przygód, pogromców potworów i zdobywców skarbów. Będziemy rozwijać swoją postać, zdobywając kolejne poziomy, kolejne przedmioty i cechy pomagające nam w rozgrywce. Zwycięzcą zostanie osoba, która jako pierwsza uzyska 10 poziom, zabijając potwora.

Idea Munchkina, w szerokim rozumieniu, zaczerpnięta jest z gier typu RPG, gdzie prowadzimy swojego bohatera przez różne przygody. Munchkin sam siebie określa właśnie jako parodię gier RPG, odartą jednak z całej fabularnej otoczki. Co prawda, przyjdzie nam tutaj również walczyć z potworami i rozwijać swoją postać, ale na wesoło, w mocno uproszczonej i skróconej wersji, raczej w oderwaniu od klimatu.

Z gier RPG zostały więc w Munchkinie głównie potwory i skarby. Nieomal w każdej turze przyjdzie nam zmierzyć się z jakimś groźnym stworem. Jeśli go pokonamy, zyskamy kolejny poziom oraz przedmioty, które ułatwią nam dalszą rozgrywkę. Jeśli przegramy, będziemy musieli uciekać. Kiedy i ucieczka nam się nie powiedzie, czeka nas Marny Koniec, a więc negatywne konsekwencje, czasem nawet śmierć naszej postaci, która co prawda wkrótce się odrodzi, ale całą zabawę będzie musiała zaczynać od początku. Pozostali gracze mogą pomagać nam w potyczkach, albo wręcz przeciwnie – utrudniać nam rozgrywkę, rzucając na nas klątwy, czy wspierając potwory, z którymi walczymy.

Same założenia Munchkina wydają się być proste, nieskomplikowane i zachęcające. W rzeczywistości jednak zasady gry są długie i wydają się nieco przekombinowane. Instrukcja jest obszerna i zawiera mnóstwo szczegółów i wyjątków. Ten przerost reguł sprawia, że prostą ideę tłumaczy się długo, dodając kolejne i kolejne „ale”. W przypadku raczej lekkiej gry, wydaje się to wyjątkowo niekorzystne i trudne dla początkujących graczy.

Dowiedz się więcej…

Munchkin przyciągnął nas do siebie nie tylko dobrą opinią, ale i głównym założeniem. Idea parodii rozgrywek RPG wydała nam się ciekawa i godna zainteresowania. Rzeczywiście aspekt ten w Muchkinie udał się naprawdę dobrze. Nieco komiksowe karty, ilustrowane przez Johna Kovalica, znakomicie wpasowują się w klimat, szczególnie że dodatkowo okraszono je zabawnymi komentarzami. Również sama instrukcja wprowadza nas w prześmiewczy nastrój. Ot, wystarczy spojrzeć na następujące cytaty: Zaczynasz grę jako pierwszo-poziomowa postać bez klasy. (Nie, ten marny dowcip nigdy nam się nie znudzi!). Wszystkie spory powinny być rozstrzygane w trakcie głośnej kłótni, w której właściciel gry ma ostatnie słowo. Czasem więc przyjdzie nam się uśmiechnąć już czytając zasady. Dla Muchkinów ważne jest tylko zwycięstwo i zdobywanie poziomów, co wielokrotnie podkreślają reguły gry.

To, co z kolei nie spodobało nam się już na samym początku, kiedy zobaczyliśmy Munchkina to wydanie. Co prawda gra nie jest zbyt droga, mimo wszystko jednak można byłoby przygotować ją nieco lepiej. Pudełko nie posiada żadnej wypraski. Do tego dostajemy najprostszą kostkę, która wyglądem przypomina tę z naszego dziecięcego Chińczyka. Właściwie tylko karty nie budzą zastrzeżeń co do jakości. To zaś, co drażniło nas najbardziej, to brak znaczników poziomów, które trzeba dokupić oddzielnie, albo zadbać o kapsle/monety/dziesięciościenne kostki, które przyjmą tę rolę. Brak komponentów niezbędnych do rozgrywki w podstawowym pudełku i konieczność „wykombinowania” ich przed każdą grą zrobiła na nas naprawdę negatywne wrażenie.

Mimo niezbyt dobrego początku zaczęliśmy rozgrywkę, najpierw – w dwie osoby. To jednak od początku nie mogło się udać. W końcu sama instrukcja ostrzega, że rozgrywka dwuosobowa jest możliwa, ale nie będzie aż tak ciekawa, jak w większym gronie. I rzeczywiście. Przy dwóch osobach właściwie znika zagadnienie pomocy innym graczom, brakuje dynamiki i interakcji. Munchkin wydaje się być grą stworzoną z myślą o dużym gronie osób. Spróbowaliśmy więc i w pełnym składzie – sześciu graczy. Wreszcie można było sobie pomagać i dokuczać. Gdyby rozgrywka w takiej wersji była dynamiczna i szybka, może przypadłaby nam do gustu. Downtime wydłużył się jednak niesamowicie i gra stała się przerażająco długa i nużąca.

Największym zawodem, który spotkał nas w Munchkinie była interakcja. W końcu to tytuł, który słynie ze złośliwości. W naszym towarzystwie jednak zupełnie nie rozwinął on skrzydeł w tym aspekcie. Ostatecznie bowiem zwykle bardziej opłaca się nam pomóc współgraczom. Wspólnie bez trudu pokonamy większość potworów i zdobędziemy skarby. Negatywna interakcja zaś nie przynosi nam bezpośrednio żadnych benefitów, a jedynie może utrudnić rozgrywkę przeciwnikom. Postawieni przed wyborem: dokuczyć komuś i nic nie zyskać, albo pomóc i dostać skarb, okazaliśmy się być niezwykle mało złośliwi. Nawet jeśli ktoś rzuci już na nas klątwę, czy przegramy z potworem, konsekwencje zwykle nie są duże i stratę można szybko odrobić. Nie zgrzytamy więc zbytnio zębami, nawet gdy przeciwnicy skutecznie pokrzyżowali nam szyki. W efekcie brakowało nam emocji podczas rozgrywki. Co więcej, jesteśmy raczej z tych lubiących kombinowanie, którego w Munchkinie nie czeka na was zbyt wiele. Losowości jest tutaj za to całe mnóstwo, zaś przy tego typu proporcji tym bardziej dotkliwy wydawał się dla nas długi downtime.

Czy Ci się spodoba?

Pomiędzy nami a Munchkinem zupełnie nie zaiskrzyło. W większym gronie w Munchkina graliśmy tylko raz i nikt z naszych znajomych nie ma ochoty tego powtarzać. W mniejszym – gra pozostawia wiele do życzenia. Trudno nam zrozumieć czemu mnóstwo osób tak bardzo Munchkina uwielbia. Być może z jakiegoś powodu nie dostrzegliśmy jego potencjału i uroku. Z pewnością jednak Munchkin nie jest dla nas i nasz egzemplarz znalazł już nowych właścicieli. Gra ma jednak ogromną rzeszę fanów, spróbujcie więc zagrać sami i sprawdźcie, czy zadziała w waszym towarzystwie. Jeśli nie przeszkadza wam losowość, jeśli lubicie drobne złośliwości rzucanie innym kłód pod nogi, jeśli szukacie lekkiej i wesołej (choć długiej) gry, być może zakochacie się w Munchkinie, tak jak wielu innych.


Co lubimy


ciekawy, prześmiewczy, przygodowy klimat; zabawne rysunki i opisy na kartach

Na co narzekamy


mało eleganckie wydanie; brak żetonów do oznaczania poziomów; kiepską skalowalność; długi downtime

Basior