Neuroshima Hex, czyli postapokaliptyczne starcie!

 

Neuroshima Hex to gra, która w naszym domu powoduje najwięcej sporów i różnicy zdań. Mnie nie przekonuje tematyka, ON – uśmiecha się na samą myśl o postapokaliptycznym świecie. Ja nie lubię mrocznych grafik wersji 2.5, ON – uważa 3.0 za zbyt cukierkową. Ja prawie zawsze przegrywam, więc tak po babsku i dziecinnie unikam Neuroshimy, ON – mógłby grać godzinami…

 
Podsumowanie
 

Gatunek: ,
 
Próg Wejścia:
 
Losowość:
 
Interakcja:
 
Autor:
 
Wydawca:
 
Rok Wydania W Polsce:
 
Typ Mechaniki:
 
Liczba Graczy Min.:
 
Liczba Graczy Max.:
 
Powierzchnia Rozgrywki [m²]:
 
Cena W Dniu Recenzji:
 
Grywalność według niej
50%


 
Grywalność według niego
95%


 
Cena/jakość
70%


 
Regrywalność
90%


 
Skalowalność
80%


 
Total Score
77%
77/100


User Rating
8 total ratings

 


0
Posted 31/08/2014 by

 
Recenzja
 
 

O co w tym chodzi?

Neuroshima Hex powstała na podstawie gry RPG wydawnictwa Portal z 2001, ma więc bogate tło fabularne (choć raczej nieodczuwalne podczas rozgrywki, która skupiona jest na taktyce). Grając w Neuroshimę wcielamy się w jedną z czterech armii postapokaliptycznego świata, zniszczonego w wyniku wojny ludzi z maszynami. Te ostatnie, nazywane Molochem, kontrolują świat. Przeciwstawia im się Posterunek – ostatni przyczółek ludzi walczących o wolność. Pozostali skupili się bowiem pod skrzydłami Hegemonii, myśląc tylko o przetrwaniu. Czwartą armię – Borgo, tworzą mutanci. Podczas rozgrywki każdy z graczy staje na czele jednej z frakcji (każda posiada unikalne cechy i inny styl gry). Jego zadaniem jest zniszczyć lub jak najbardziej osłabić sztaby główne przeciwników. Grę wygrywa osoba, której sztab na koniec gry otrzymał najmniej obrażeń.

Każdy z graczy ma do dyspozycji 35 żetonów swojej armii. Rozgrywka rozpoczyna się od ustawienia na niewielkiej hexagonalnej planszy sztabów głównych. Następnie będziemy losować do trzech spośród naszych żetonów i wykorzystywać do dwóch z nich. Znajdziemy tu żołnierzy naszej armii, moduły wzmacniające, rozkazy (jak ruch), akcje specjalne (jak snajper, czy granat) oraz płytkę bitwy, która rozpoczyna całą zabawę – wcześniej rozstawiamy tylko pole walki. Bitwy rozgrywane są turowo (przynależność do danej tury wynika z inicjatywy żołnierza). Dopiero po pełnym rozliczeniu całej tury, a nie tuż po trafieniu, jednostki są zdejmowane z planszy. Wtedy znów zaczynamy rozstawiać swoich żołnierzy, szykując się na kolejne starcie…

Zasady Neuroshimy nie są trudne, choć na początku trzeba poświęcić chwilę, aby wczytać się w działanie wszystkich żetonów każdej armii.

Ostatnie słowo u nas w domu ma zawsze ON, tak więc my jesteśmy szczęśliwymi posiadaczami Neuroshimy Hex 2.5 (i to ją zobaczycie na zdjęciach). Wam może jednak przypadnie do gustu odświeżona, mniej mroczna, wersja 3.0 (tu możecie spojrzeć na porównanie grafik obu wersji). Sama rozgrywka pozostała taka sama. Wersja 3.0 posiada nową szatę graficzną, odświeżoną, dokładniejszą instrukcję oraz kilka dodatkowych gadżetów (jak karty referencyjne armii, czy hexogłówki).

Dowiedz się więcej…

Neuroshima Hex to właściwie wielka, dynamiczna zagadka. Rozkładając płytki, cały czas sprawdzamy, z której strony nadejdzie strzał; przeliczamy inicjatywy żeby zdjąć wroga na czas, lub aby w ostatniej chwili zdążyć zadać cios. Każda tura to nowa łamigłówka, bo przeciwnik zmienił warunki na planszy. I znów przeliczamy, jak pokrzyżować mu szyki, skąd uderzyć. Co więcej, łamigłówki te są wielopoziomowe. Bitwy bowiem rozgrywamy turowo, a po każdej rozliczonej turze będziemy zaczynać następny ze zmienioną sytuacją na planszy. Aby skutecznie grać w Neuroshimę musimy przekalkulować swój ruch z perspektywy wszystkich tur – inicjatyw. Myślę, że wielbiciele gier logicznych odnaleźliby tutaj również coś dla siebie. Jedynym słowem Neuroshima Hex, to ciągłe główkowanie, kombinowanie i przeliczanie. Do czasu, aż wybuchnie kolejna bitwa, która rozliczy nas z rezultatów i pokaże gdzie się pomyliliśmy. Do tego duża doza taktyki. Musimy nauczyć się poświęcać swoich żołnierzy i pamiętać, że w ostatecznym rozrachunku liczy się tylko utrzymanie sztabu głównego. Bitwy z jednej strony zdarzają bardzo często, a mała plansza wymusza silną interakcję. Z drugiej – te kilka tur może być dla nas zdecydowanie zbyt długim czasem, w którym sytuacja zmieni się diametralnie. Bywa, że nasza ulubiona jednostka, przygotowana do idealnego natarcia, którą z zapałem i rozwagą rozstawialiśmy na planszy, zostanie zlikwidowana zanim wykona jakikolwiek ruch (i tak właśnie Panowie tracicie tego dnia kolację!). Neuroshima bowiem to gra niezwykle złośliwa z zasady. Oparta właściwie tylko na negatywnej interakcji – zabij zanim zabiją Ciebie.

Neuroshima wydaje się grą idealnie skrojoną na dwóch graczy. Rozgrywka w takiej wersji chyba najbardziej przypadła nam do gustu. Toczy się szybko i dynamicznie, a mała plansza dba o dużą ilość interakcji i brak możliwości unikania walki. Dobrze gra się także w większym – trzy lub czteroosobowym składzie, choć zdecydowanie rzadziej się na taki decydujemy.

Neuroshima raczej nie może się znudzić. Każda armia posiada unikalne cechy i wymaga zdecydowanie innej strategii już od samego początku rozgrywki. Jest to bardzo silnie odczuwalne, że każdą z frakcji musimy grać inaczej. Nasza strategia powinna być inna nie tylko w zależności od tego kim gramy, ale też w zależności od tego z kim gramy. Musimy cały czas pamiętać jakie specjalne cechy posiada nasz przeciwnik i czym może nas zaskoczyć. Dlatego też zaczynając naszą przygodę z Neuroshimą musimy poświęcić trochę czasu, aby przeczytać o cechach i żetonach każdej z frakcji. Zapewnia nam jednak dużo różnorodnej zabawy już przy samych czterech podstawowych armiach. Do Neuroshimy wciąż jednak wychodzą nowe dodatki – nowe armie, nie tylko tworzone przez Michała Oracza, ale także najlepsze fanowskie kreacje. Tak więc poszukiwanie odpowiedniej taktyki zaczyna się od nowa i dostajemy coraz to nowe wyzwania.

Neuroshima wykonana jest przyzwoicie: grube porządne żetony, klimatyczne pudełko, w którym zmieszczą się także dodatkowe armie. Wszystko świetnie pasuje do postapokaliptycznej tematyki, w której ja niestety nie gustuje. W moim mniemaniu zwiększa to jeszcze poczucie „suchości” rozgrywki – liczy się tylko taktyka, a grafiki nie odciągną naszej uwagi od przeliczania ruchów. Chciałoby się w tym trochę więcej koloru, o co zadbano bardziej w wersji 3.0. Jeśli jednak lubicie takie postapokaliptyczne klimaty, to nie powinniście być zawiedzeni żadną z wersji.

Cały urok rozgrywki i główkowania w Neuroshimie, oparty jest na turowym systemie bitew. Takie rozwiązanie niestety zdecydowanie utrudnia rozliczanie walk. Nie możemy bowiem jednostki zdjąć z planszy tuż po jej zabiciu, ale musimy najpierw rozpatrzyć wszystkie jej strzały w danej inicjatywie. Jest dość mozolne i łatwo o pomyłkę. Zdecydowanie lepiej wypada tutaj godna polecenia wersja elektroniczna, która bezbłędnie i szybko rozliczy dla nas każdą  bitwę.

Czy Ci się spodoba?

Jeśli lubicie bitewne, taktyczne gry z dużą dawką negatywnej, bezpośredniej interakcji to zdecydowanie Neuroshima Hex przypadnie wam do gustu. Rozgrywka jest idealnie skrojona dla dwóch graczy. Zanim jednak zaczniecie namawiać swoją ukochaną/ukochanego na grę zastanówcie się, czy wasza druga połówka dobrze znosi bezpośrednie starcia. Neuroshima to gra, która zdecydowanie może wam zapewnić ciche dni i brak kolacji. Powiedziałabym, że jest to gra bardzo męska (choć i kobiety bywają wielkimi fankami) – mroczny, postapokaliptyczny klimat, suche, taktyczne kombinowanie, zabij lub daj się zabić. Jest tutaj bardzo dużo myślenia i liczenia. Często nie od razu widzimy efekty swoich działań, bo musimy oddać kilku żołnierzy aby zyskać więcej w długiej perspektywie. Ja, po prostu – po babsku, wolę jednak hodowanie małych owieczek, czy aranżowanie małżeństw, a moje zdanie z pewnością zaburzone jest przez fakt, że żaden ze mnie mistrz taktyki i w Neuroshimę wciąż przegrywam. Nie mogę jednak zaprzeczyć, że Neuroshima Hex to bardzo solidna pozycja w świecie gier. Pozycja, której trzeba przynajmniej spróbować, a wielu z was pewnie zakocha się od pierwszego wejrzenia!


Co lubimy


dużą regrywalność – każdą armią gra się inaczej; dodatkowe armie, które urozmaicą rozgrywkę; dość proste zasady, przy wymagającej rozgrywce; ON: postapokaliptyczny klimat i grafiki

Na co narzekamy


mozolne liczenie obrażeń podczas bitew; ONA: mroczny klimat i grafiki

Basior