Ostatnia Wola, czyli jak najszybciej roztrwonić majątek?

 

Kto z nas nie chciałby być nieznośnie bogaty i móc szastać pieniędzmi na prawo i lewo? Drogie bale, rejsy luksusowymi jachtami, służba… Tylko czy wydawanie pieniędzy naprawdę jest takie łatwe? Jeśli spróbujecie swoich sił w grze Ostatnia Wola, możecie się o tym przekonać!

 
Podsumowanie
 

Gatunek:
 
Próg Wejścia:
 
Losowość:
 
Interakcja:
 
Autor:
 
Wydawca: ,
 
Rok Wydania W Polsce:
 
Typ Mechaniki: ,
 
Czas Gry [min]:
 
Liczba Graczy Min.:
 
Liczba Graczy Max.:
 
Cena W Dniu Recenzji:
 
Grywalność według niej
55%


 
Grywalność według niego
50%


 
Cena/jakość
80%


 
Regrywalność
50%


 
Skalowalność
80%


 
Total Score
63%
63/100


User Rating
2 total ratings

 


0
Posted 01/04/2015 by

 
Recenzja
 
 

O co w tym chodzi?

Znajdujemy się w jakże pięknej epoce wiktoriańskiej Anglii. Właśnie zostaliśmy spadkobiercami dalekiego wujka Stefana, którego nigdy nie poznaliśmy. Wujek, choć niezwykle bogaty, nigdy specjalnie nie zdołał nacieszyć się swoim majątkiem. Nie odda go też łatwo. Przed wami ważna próba – musicie pokazać, że dobrze zajmiecie się pieniędzmi, że potraficie dzięki nim dobrze się bawić! Cały fortuna przypadnie więc temu, kto jako pierwszy wyda swoją „próbną” sumę, którą otrzymał w spadku. Cóż zrobić? Z zapałem więc zaczynamy wydawać wystawne bale, chodzić na wykwintne kolacje, zatrudniać pomocników, szukać towarzyszy do naszych eskapad i kupować eleganckie posiadłości. Wszystko to, aby jak najszybciej zbankrutować i otrzymać fortunę ekscentrycznego wujka.

Instrukcję do Ostatniej Woli znajdziecie tutaj. Sama rozgrywka nie jest trudna i każdy z łatwością odnajdzie się w niej po pierwszej turze. Zasady jednak, jak na raczej prostą eurogrę, wydają się w pierwszej chwili zbyt skomplikowane. Z jednej strony musimy wysyłać naszych pomocników do wykonania zadań na planszy. Z drugiej, wydawać pieniądze dzięki kartom posiadanym na ręce, ale tylko jeśli mamy odpowiednią ilość punktów akcji. Do tego różne rodzaje kart, dzięki którym ostatecznie zawsze robimy to samo, w podobny sposób, ale które inaczej trzeba zagrać. Wydaje się, że dałoby się to rozwiązać prościej bez straty dla rozgrywki. Jeśli jednak nie wystraszy was pierwsze tłumaczenie, to z łatwością poradzicie sobie z wydawaniem pieniędzy w Ostatniej Woli.

Dowiedz się więcej…

Temat Ostatniej Woli, to jak dla nas strzał w dziesiątkę! Piękna i jakże intrygująca epoka wiktoriańska, majątek który musimy roztrwonić – kto nie chciałby spróbować swoich sił w takim boju? Po usłyszeniu tematu wszyscy z chęcią siadają do rozgrywki. Zawartość pudełka nie jest rozczarowaniem (szczególnie, że grę kupimy już za ok. 110 zł). Nieco mroczne, nasuwające skojarzenia z zamglonym Londynem, plansze; klimatyczne ilustracje na kartach; pomocnicy w cylindrach i wiele drewnianych znaczników – super!

Niestety podczas samej rozgrywki tego świetnego klimatu nie da się już odczuć. Może gdyby dopracowano nieco opisy kart, bardziej udałoby się wciągnąć graczy do zabawy. Wśród naszych wydatków wciąż jednak pojawiają się te same wydarzenia: obiad, kolacja, bal, wycieczka statkiem, obiad, kolacja… Różnią się one co prawda kosztem, oraz tym kogo możemy zabrać ze sobą, ale nie opisem i nie ilustracją. Towarzyszyć mogą nam zawsze tylko: kobieta, kucharz, pies lub koń, a wszystkie karty z danej kategorii są identyczne. W pierwszej chwili pojawia się nawet myśl: czemu jeden obiad kosztuje mnie tylko jednego funta, a drugi aż cztery; czemu na jeden jacht mogę zabrać tylko przyjaciółkę, a na drugi również kucharza i psa? Łatwo można by rozwiązać te wątpliwości dodając krótkie, zabawne opisy albo modyfikując nazwy kart. Wtedy też pewnie klimat rozgrywki mocniej wciągnąłby graczy. Co innego przecież rejs z dziewczyną z sąsiedztwa, a co innego z wielką księżną i jej świtą! Nie pomyślano jednak o tym i gra, mimo świetnego pomysłu na temat i przyjemnego wykonania pozostaje dość suchym euro.

I chyba w dużej mierze przez ten brak klimatu podczas rozgrywki nie czujemy zupełnie, że szastamy pieniędzmi na prawo i lewo, że je wydajemy, a nie zbieramy. Musimy trochę pomyśleć, trochę policzyć, Ostatnia Wola jest w końcu grą ekonomiczną, ale choć czeka na nas trochę kombinowania, to nie jest ona zbyt mózgożerna. Naszą strategię mocno wyznaczają karty, które wylosujemy, niewiele tak naprawdę mamy dróg do zwycięstwa.

Nie zaznamy tutaj także prawie wcale interakcji między graczami, jak na eurogrę przystało. Jedyne spotkanie z rywalami odbywa się podczas wyznaczania kolejności graczy, liczby pomocników, kart i punktów akcji które otrzymamy. Pól jest jednak tak dużo i są tak zróżnicowane, że nawet tam rzadko kiedy wchodzimy sobie w drogę i rzadko kiedy zauważymy obecność innych. W związku z tym, bardzo podobnie będzie nam się grało bez względu na liczbę osób przy stole. Rozgrywki w dwie, trzy osoby są nawet przyjemniejsze, bo szybsze. Choć nawet w pełnym składzie gra jest krótka i nie musimy obawiać się długiego downtime’u.

Czy Ci się spodoba?

Ostatnia Wola to gra oparta na świetnym pomyśle, który został zrealizowany w poprawny sposób. Jest to przyjemna, ekonomiczna eurogra, z wszystkimi plusami i minusami tego gatunku. Nie wyróżnia się zbytnio spośród innych. Wymagających graczy raczej nie zadowoli, a po kilku rozgrywkach wydaje się monotonna, więc na naszym stole nie pojawia się zbyt często.

Jeśli jednak nie przeszkadza wam brak interakcji, lubicie euro i gry ekonomiczne, a do tego podoba wam się przewrotna idea szastania pieniędzmi zamiast mnożenia majątku, to Ostatnia Wola będzie dla was dobrym wyborem. Z pewnością przyjemnie będzie czasem pobalować w wiktoriańskiej Anglii!


Co lubimy


ładne wykonanie; tematykę – każdy chce czasem roztrwonić trochę pieniędzy!

Na co narzekamy


mało klimatu podczas rozgrywki; niewiele dróg do zwycięstwa

Basior