Potwory w Tokio, czyli jak zostać najlepszą bestią!

 

Potwory w Tokio to gra, której nikomu nie trzeba przedstawiać. Aż trudno uwierzyć, że tyle czasu minęło zanim spróbowaliśmy jej po raz pierwszy. Richard Garfield, znany z takich tytułów jak Magic: The Gathering czy Android: Netrunner, stworzył kolejny hit. I choć Potwory dość długo omijaliśmy szerokim łukiem, obawiając się nadmiernej losowości, to ostatecznie jednak zakochaliśmy się w nich od pierwszego wejrzenia!

 
Podsumowanie
 

Gatunek: ,
 
Próg Wejścia:
 
Losowość:
 
Interakcja:
 
Autor:
 
Wydawca:
 
Rok Wydania W Polsce:
 
Typ Mechaniki:
 
Liczba Graczy Min.:
 
Liczba Graczy Max.:
 
Powierzchnia Rozgrywki [m²]:
 
Cena W Dniu Recenzji:
 
Grywalność według niej
90%


 
Grywalność według niego
90%


 
Cena/jakość
100%


 
Regrywalność
100%


 
Skalowalność
60%


 
Total Score
88%
88/100


User Rating
5 total ratings

 


0
Posted 06/04/2015 by

 
Recenzja
 
 

O co w tym chodzi?

Potwory w Tokio pozwolą nam się wcielić w jedno z monstrów szalejących po tym wielkim mieście i siejących w nim zniszczenie. Naszym głównym celem nie jest jednak zburzenie metropolii. Naszym zadaniem jest bycie najgroźniejszą bestią. Musimy więc albo wyeliminować wszystkie pozostałe potwory z gry, albo zdobyć największą ilość punktów zwycięstwa. Tak, aby zostać niepodważalnym królem walącego się Tokio!

Nasze podboje prowadzić będziemy przy użyciu kostek. W swojej turze możemy rzucić nimi trzykrotnie, za każdym razem zachowując wybrane wyniki. Na ścianach kostki widnieją zaś możliwe do wykonania akcje – atak, leczenie, zdobycie energii albo punktów zwycięstwa. Aby było jeszcze ciekawiej posiadaną energię możemy wydać na zakup dodatkowych cech – kart. Możemy więc sprawić, aby nasz potwór miał skrzydła, stał się pasożytem albo tunelowcem, co ułatwi nam zwycięstwo. Możemy też bezpośrednio z kart zyskać punkty zwycięstwa, czy inne bonusy.

W czasie rozgrywki w Tokio znajduje się tylko 1 lub 2 potwory (w zależności od liczby graczy). To one zdobywają punkty, bo to one mogą szaleć w nieszczęsnej metropolii. Co więcej, każdy ich atak dotyka wszystkie bestie spoza miasta. Jednocześnie jednak nie mogą się one leczyć i stanowią cel ataku wszystkich pozostałych graczy. Nie tak łatwo jest więc utrzymać tytuł króla Tokio.

Instrukcja do Potworów w Tokio jest jedną z najkrótszych, jakie możemy spotkać i właściwie ma tylko 2 strony. Zasady są banalnie proste i w kilka minut wytłumaczymy je każdemu. Od razu możemy więc rzucać kostkami i przystępować do zabawy!

Dowiedz się więcej…

Istota gry w Potwory w Tokio zamknięta jest w ośmiu, pięknych, dużych kostkach. Od razu przyciągają one wzrok. Na czarnym tle sześciu z nich prezentują się jaskrawo zielone wzory – cyfry, serce, piorun i łapa; dwie pozostałe są ich negatywem. Oprócz kostek w pudełku znajdziemy wizerunki sześciu potworów. Każdy z nich otrzymuje też dodatkową planszę na której, za pomocą obrotowych wskaźników, oznacza posiadane punkty zdrowia i zwycięstwa. Kostki energii to zgrabne, przezroczyste, zielone sześciany. Nie mogłoby także zabraknąć obszernej talii kart.

Gra wykonana jest pięknie i w świetnej jakości. Plansza i potwory zrobiono z grubej, porządnej tektury. Wszystko idealnie wpasowuje się w czekającą w pudełku wypraskę. Właśnie takiego poziomu wydania oczekiwać należy od dobrych gier! Co więcej wszystkie elementy, w szczególności nazwy kart, przyjemnie wpasowują się w klimat potworów buszujących po Tokio. Do tego duże, ciężkie kostki sprawiają, że rozgrywka  jest naprawdę głośna (nie licząc nawet okrzyków graczy). Każdy rzut kośćmi powoduje rumor, jakby naprawdę dookoła nas burzyły się tokijskie budynki. W efekcie gra szybko wciąga. I nagle wszyscy przy stole odkrywają w sobie niszczycielskie, żeby nie powiedzieć potworne 😉 , zapędy.

Potwory w Tokio to gra naprawdę dla wszystkich, nawet bardzo początkujących. Zasady są wręcz banalne i nie ma tu za dużo kombinowania. Z drugiej strony nie można też powiedzieć, że o wszystkim decyduje los. Możemy wybrać czy będziemy grać agresywnie i starać się zniszczyć naszych przeciwników, czy też raczej niepostrzeżenie, po cichu zbierać punkty zwycięstwa. Nasze kostki możemy przerzucić aż dwa razy, co częściowo pozwala nam sterować ostatecznym wynikiem. Do tego dochodzą jeszcze karty, które potrafią zmienić wszystko! Jak na grę, w której głównie rzuca się kostkami pozostawiono nam przyjemnie dużo kontroli i możliwości kombinowania.

Nad planszą można liczyć na mnóstwo emocji i nie można ukrywać, że wynika to właśnie z wysokiej losowości. Mimo częściowej kontroli nad kostkami, statystyki nie da się oszukać i raz na jakiś czas zdarzy nam się wyjątkowy pech, albo wyjątkowy fart. Sytuacja na planszy zmienia się więc bardzo dynamicznie, często zaskakująco. Sprawia, to że podczas każdego rzutu wszystkie pary oczu z napięciem wpatrują się w kostki. Ileż krzyków – złości, radości i zdziwienia pojawia się podczas niecodziennych wyników! Losowość rzeczywiście jest tutaj duża. Potwory więc nie spodobają się  wam, jeśli szukacie strategicznej mózgożernej rozgrywki, ale też nie taki był ich cel. Nawet jeśli nie przepadacie za zbyt wysoką losowością (tak jak my), nie powinniście obawiać się tej którą znajdziecie w Potworach. Choć duża, pasuje ona tutaj wspaniale. Nie frustruje, ale nadaje Potworom charakteru. Co więcej wprowadza mnóstwo zaskakujących zwrotów akcji i sprawia, że każda rozgrywka jest inna.

Oprócz tego w pudełku z Potworami czeka na nas naprawdę wiele kart. W trakcie gry wybierać możemy zawsze tylko z trzech kart. I chociaż oczywiście zmienią się one kilkakrotnie podczas jednej partii, to i tak potrzebujemy wielu rozgrywek, żeby poznać całą talię. Co więcej, to które karty będziemy mieli do dyspozycji potrafi mocno zmienić charakter danej partii. Potwory więc naprawdę nie mogą znudzić. Na ogół każdy z chęcią zagra 2-3 rozgrywki pod rząd – nie dość że każda jest inna, to jeszcze są one krótkie i dynamiczne. Właściwie nie ma tu mowy o downtimie. Możliwych do wyboru akcji nie ma wiele. Co więcej, wszystkie nasze rzuty kostkami są jawne. Jeśli więc zastanawiamy się zbyt długo zagłuszy nas krzyk „bezstronnych doradców” siedzących obok. Gra więc toczy się bardzo szybko, nawet w pełnym gronie.

Potwory w Tokio oparte są na interakcji i to oczywiście negatywnej. W końcu jednym ze sposobów na zwycięstwo jest po prostu eliminacja przeciwników. Wszyscy biją się więc ze wszystkimi i stąd kolejna masa śmiechu i emocji. Z drugiej strony, nie wybieramy sami obiektów naszego ataku (kto zostanie ofiarą zależy od tego czy jesteśmy w mieście czy poza nim). Nie pojawiają się więc negatywne emocje związane z tym, że ktoś uderzył właśnie we mnie. Nie ma też właściwie mowy o sojuszach, czy dawaniu komuś forów. Nie uda wam się także całkowicie pozostawać w cieniu i spokojnie zbierać punktów, gdy inni się biją – tu walczą wszyscy ze wszystkimi, a gra sama wciąga nas w zmagania w Tokio.

Jedyne co w Potworach nie przypadło nam do gustu to skalowalność w dół. Niestety w dwie osoby gra traci nieco uroku i mnóstwo dynamiki. Robi się zbyt statyczna i monotonna. Do gry w dwuosobowym gronie znajdziemy dużo zdecydowanie lepszych tytułów. Od 3 osób górę, a im nas więcej tym lepiej, Potwory sprawiają jednak pełną frajdę. Nawet jeśli szybko zostaniemy wyeliminowani z gry, na ogół nie jest to irytujące, zaczynamy bowiem dopingować innym. Rozgrywka zaś jest na tyle krótka, że szybko wracamy na rewanż w kolejnej partii.

Czy Ci się spodoba?

Potwory w Tokio to gra naprawdę dla wszystkich. Bardzo proste zasady, dużo interakcji, mnóstwo emocji i śmiechu– czy nie o to właśnie chodzi w planszówkach?

Co więcej, kto z nas nie lubi rzucać kostkami? Szczególnie jeśli dostajemy nad nimi pewną kontrolę. Potwory nie są oczywiście pozycją trudną i stawiającą na kombinowanie. Jak na grę imprezową pozostawiają nam jednak dość duże pole do popisu i niemało decyzji. I choć wyniki na kostkach mogą nas zaskoczyć, to bez kontroli nad swoim potworem nie wygramy na pewno. Każda rozgrywka jest inna. Każda jest szybka i dynamiczna. Potwory cudownie sprawdzą się w też rodzinach (nawet jeśli chcecie grać w kilka pokoleń). Jeśli tylko jest was więcej niż dwoje, musicie koniecznie spróbować. U nas Potwory na ogół pojawiają się na stole na samym początku wieczoru, aby podnieść energię nad planszą i zadbać o dobry humor wszystkich graczy!

Poza tym, nie chcielibyście czasem zmienić się w nieposkromionego potwora i zburzyć jakiegoś budynku? Albo chociaż bardzo głośno rzucić kostkami? Raaaargh!


Co lubimy


świetne wydanie; przyjemną, choć wysoką, losowość; mnóstwo śmiechu i emocji nad planszą; każda rozgrywka jest inna; kostki, kostki, kostki!

Na co narzekamy


kiepską skalowalność - Potwory nie cieszą w dwie osoby, a im nas więcej tym lepiej

Basior