Pupile podziemi, czyli jak wyhodować smoka?

 

Wszyscy uwielbiamy zwierzaki. Kiedy w dodatku są to fantastyczne, malutkie smoki i potwory, to naprawdę nie sposób im się oprzeć. Więc rozpoczynamy hodowlę. Z pełnym zapałem niańczymy, bawimy, karmimy, czyścimy… Za tym chowa się jednak spora dawka strategii i ekonomii. Jak sprawdza się taka mieszanka wybuchowa?

 
Podsumowanie
 

Gatunek: , ,
 
Próg Wejścia:
 
Losowość:
 
Interakcja:
 
Autor:
 
Wydawca:
 
Rok Wydania W Polsce:
 
Typ Mechaniki: , ,
 
Czas Gry [min]:
 
Liczba Graczy Min.:
 
Liczba Graczy Max.:
 
Cena W Dniu Recenzji:
 
Grywalność według niej
70%


 
Grywalność według niego
60%


 
Cena/jakość
70%


 
Regrywalność
90%


 
Skalowalność
60%


 
Total Score
70%
70/100


User Rating
6 total ratings

 


2
Posted 18/01/2016 by

 
Recenzja
 
 

O co w tym chodzi?

W grze Pupile Podziemi wcielimy się w hodowców. Ale nie takich zwykłych hodowców. Będziemy bowiem dbać o stworki nie z tej ziemi. Wampikrólik, Golemiątko, Smoczuś, Cyklopek – to tylko kilka z czekających na nas pupili. Któż potrafiłby się oprzeć takim słodziakom? Zakładamy więc sklep i zaczynamy budować swoją reputację. Wygra ten, kto na koniec rozgrywki szczycić się będzie największym prestiżem w całych podziemiach.

Każdą turę zaczynamy od wysłania naszych pomocników – chochlików na zakupy. Zwierzaki, klatki, jedzenie, bezcenne artefakty – to wszystko i jeszcze więcej możemy przynieść do naszej norki. Kiedy już zdobędziemy potwornego malucha i umieścimy go w bezpiecznym schronieniu trzeba o niego zadbać. Każde stworzenie ma swój zestaw potrzeb, które będziemy musieli spełnić. Im większe zwierzę – tym większe i jego wymagania. I choć kupując pupila od razu widzimy jakiego typu potrzeb możemy się spodziewać, to nigdy nie wiemy jakie konkretne akcje wskażą nam karty. Zwierzaki trzeba będzie karmić, zabawiać, rozładowywać ich potrzeby agresji, magii, czy dbać o nie w chorobie. Każda z kart wymagać będzie innych działań, aby nasz zwierzak pozostał szczęśliwy i wypielęgnowany. Jeśli nie uda nam się spełnić wymagań pupila zacznie on chorować, stanie się smutny, lub zmutuje i ostatecznie może nawet umrzeć, co fatalnie odbija się na reputacji naszego sklepu. Kiedy zaś nasi milusińscy są już zadbani zabieramy ich  na pokazy. Zawsze z wyprzedzeniem wiemy jakie cechy i potrzeby będą wysoko cenione przez sędziów w danej turze. Najlepsze zwierzaki oczywiście przyniosą chlubę naszemu sklepowi i podniosą naszą reputację. Jeśli zaś potrzebujemy pieniędzy, możemy sprzedać jednego z pupili czekającym klientom. Oczywiście im starsze i trudniejsze w hodowli zwierzę tym więcej złota i reputacji możemy otrzymać. Najpierw należy jednak dopasować zwierzaka do potrzeb i oczekiwań naszego klienta. Jest nad czym się zastanawiać, prawda? Możliwości jest mnóstwo! Nie myśleliście chyba, że prowadzenie sklepu z potworami to łatwy kawałek chleba?

Pupile podziemi to gra trudna. Czeka na was naprawdę obszerna instrukcja, przez którą niełatwo przebrnąć. Uczenie nowych osób rozgrywki jest czasochłonne, dlatego najlepiej jeśli będziecie grać w stałym składzie. Niedoświadczonych graczy może wystraszyć ilość zasad. Szczególnie, że temat sugeruje lekką, rodzinną rozgrywkę o prostych regułach – nie dajcie się zwieźć. Zasad jest naprawdę wiele, chyba nawet zbyt dużo. Wydaje się, że rozgrywkę można by znacząco uprościć, nie tracąc jej głębi i nie odbierając graczom trudnych wyborów.

Dowiedz się więcej…

Najciekawszym elementem Pupili podziemi są oczywiście potwory. Wyglądają one fenomenalnie i z pewnością się w nich zakochacie. Co więcej, nasi milusińscy rosną z każdą turą, dzięki odpowiedniemu przesunięciu wskaźników na ich jajku. Super! W pudełku czeka na nas oprócz tego całe mnóstwo elementów. Znajdziemy tutaj zarówno drewniane znaczniki, jak i ciekawe figurki chochlików. Grafiki są naprawdę świetne, klimatyczne i zabawne. Szczególnie widać to na planszy, gdzie wszystko ma swoje, spójne z całą historią, miejsce. Niestety, choć plansza niezwykle pasuje do tematu, to nie wspiera rozgrywki jako takiej. Jest mało czytelna i bardzo trudno się na niej odnaleźć. Ze świetnymi elementami zupełnie nie współgra także wypraska. Jest ona zupełnie niefunkcjonalna i elementy gry poniewierają się po pudełku gdzie popadnie.

Nie tylko grafiki w Pupilach podziemi pasują do tematu. Cała rozgrywka jest niezwykle klimatyczna. Gra jest bardzo spójna pod tym względem. Każda z zasad logicznie łączy się z tematem – jedzenie psuje się z czasem, zwierzęta rosną, jeśli o nie dbamy, chorują pozostawione same sobie. Jeśli, tak jak my, kiedyś bawiliście się w hodowanie małego zwierzaka w elektronicznym jajku Tamagotchi, to poczujecie się jakbyście wrócili do dzieciństwa. Momentami aż żal, że aby zagrać w Pupili podziemi trzeba zapamiętać naprawdę masę zasad i dla początkujących graczy może to być zbyt wiele. Sam temat z pewnością porwałby wszystkich.

Grając w Pupili podziemi musimy okazać się naprawdę dobrymi ekonomistami. Zwycięstwo wymaga ogromu kombinowania i planowania. Dróg do zwycięstwa jest wiele, a żeby wygrać trzeba skutecznie balansować między brylowaniem na pokazach a sprzedażą potworów i nic nie jest przesądzone do samego końca. Potrzeba kilku rozgrywek, aby nauczyć się dobrze zarządzać potworami. Jeden zły ruch zwykle jest bardzo brzemienny w skutki i trudno się z niego wykaraskać. Samo spełnienie potrzeb naszych zwierzaków, nie narażając ich, ani siebie na szwank – to nie lada wyzwanie!

W całym tym planowaniu i kombinowaniu czeka też na nas niemała dawka losowości. Już same pojawiające się losowo na rynku klatki i zwierzęta mogą wiele namieszać w naszej strategii. Najbardziej kluczowe są jednak karty potrzeb, bo chociaż w zależności od koloru zmienia się dominujący typ potrzeby, to wszędzie może czekać na nas niespodzianka. Nawet wśród żółtych potrzeb zabawy znajdzie się karta z jedzeniem, nawet wśród czerwonych kart agresji znajdzie się chęć na zabawę, itd. Nie sposób być przygotowanym na wszystko. Pozostaje więc pytanie czy dobrze wylosujemy? Czasem pech potrafi naprawdę pokrzyżować nam szyki, bez względu na to jak dobry był nasz plan. Z drugiej jednak strony nie musimy się martwić, że Pupile podziemi prędko się znudzą. Czeka na nas wiele dróg do zwycięstwa, mnóstwo różnorodnych zwierząt na rynku, zmienne pokazy i klienci, a do tego nieco losowości. Dzięki temu gra sama zmusza nas do zmiany naszych pomysłów i strategii.

Rozgrywka oferuje nam przyjemny poziom interakcji, co prawda niewielki i nieagresywny. Ot, kto pierwszy wyśle chochliki na zakupy, kto komu zajmie pożądane pole. Niemniej jednak taka spokojna, niska interakcja pasuje do całej rozgrywki, w której pochłonięci jesteśmy swoim sklepem i swoimi potworami za bardzo, żeby jeszcze zwracać uwagę na rywali. Każdy robi swoje i niech wygra najlepszy.

W Pupili podziemi najlepiej będzie nam grało się we dwoje, a to ze względu na długi czas jednej partii, znacząco rosnący z każdą kolejną osobą nad planszą. Ze względu na mnogość wyborów i zasad podczas rozgrywki jesteśmy wyjątkowo narażeni na paraliż decyzyjny. Część akcji wykonujemy symultanicznie, ale to nie wystarczy, aby nie nudzić się czekając na swoją kolejkę przy 3-4 graczach, szczególnie że na wielu etapach gry w ogóle nie jesteśmy zainteresowani działaniami swoich oponentów. Rozgrywka w Pupili jest długa, a przy 3-4 graczach z pewnością za długa. Zdecydowanie więc grać powinniśmy tylko we dwoje.

Czy Ci się spodoba?

Pupile podziemi to gra o niezwykle urokliwym temacie. Mimo tego to jednak gra trudna, o wielu (jeśli nie zbyt wielu) zasadach. Najlepiej więc sprawdzi się podczas rozgrywek w stałym gronie, gdzie będziemy mogli dopracowywać swoje strategie, a nie uczyć nowe osoby reguł. Ze względu na długi downtime i czas rozgrywki zdecydowanie polecamy grać we dwoje, a nie w większym gronie. Dlatego też Pupile podziemi idealnie sprawdzą się jako tytuł dla pary, choć niekoniecznie początkującej w planszówkowym hobby. Temat jest bardzo chwytliwy i pełen uroku, a tak klimatyczna rozgrywka nadaje się w sam raz na wieczór we dwoje – niezbyt wiele interakcji (na pewno więc nie pokłócicie się przez planszowe złośliwości), dużo kombinowania, niezwykle słodkie potwory. Warto spróbować.


Co lubimy


urocze, „rosnące” potworki; mnóstwo klimatu podczas rozgrywki; wiele dróg do zwycięstwa; konieczność kombinowania;

Na co narzekamy


przerost zasad, powodujący paraliż decyzyjny; mało grywalna plansza, trudno się na niej odnaleźć; długi downtime;

Basior