Świat Dysku: Wiedźmy, czyli ogromny zawód

 

Zachęceni sukcesem poprzedniej gry Martina Wallace’a z serii  Świata Dysku –Ankh-Morpork, Wiedźmy zamówiliśmy już pierwszego dnia przedsprzedaży. Śledziliśmy wszelkie wzmianki o grze i czekaliśmy, aż wreszcie pojawi się ona na naszej półce. I pojawiła się, a wraz z nią niestety ogromny zawód.

 
Podsumowanie
 

Gatunek: ,
 
Próg Wejścia:
 
Losowość:
 
Interakcja:
 
Autor:
 
Wydawca:
 
Rok Wydania W Polsce:
 
Typ Mechaniki: ,
 
Czas Gry [min]:
 
Liczba Graczy Min.:
 
Liczba Graczy Max.:
 
Powierzchnia Rozgrywki [m²]:
 
Cena W Dniu Recenzji:
 
Grywalność według niej
30%


 
Grywalność według niego
20%


 
Cena/jakość
30%


 
Regrywalność
10%


 
Skalowalność
80%


 
Total Score
34%
34/100


User Rating
2 total ratings

 


1
Posted 22/06/2014 by

 
Recenzja
 
 

O co w tym chodzi?

W Wiedźmach wcielamy się w jedną czterech młodych adeptek magii: Tiffany Obolałą, Annagrammę Hawkin, Petulię Chrzęstną lub Dimity Hubbub. Przed nami staje ostatnie wyzwanie, aby móc wstąpić do elitarnego grona prawdziwych czarownic – egzamin praktyczny. Naszym zadaniem jest więc patrolowanie krainy Lancre i rozwiązywanie problemów, które się tam pojawiają. A problemy bywają różne, niektóre drobne jak: chora owca, złamanie, czy gorączka, inne trudniejsze (i prosto z książek Terry’ego Pratchetta) jak najazd wampirów, elfów, czy Zimistrza. W celu rozwiązywania problemów rzucamy dwiema kostkami z oczkami od 1 do 5 oraz symbolem rechotu, który ma wartość zero, a także niesie ze sobą dodatkowe negatywne konsekwencje. Aby poprawić nasz wynik możemy także posłużyć się kartami. Cały czas musimy uważać, aby nie da dać się nadmiernie porwać niebezpiecznemu urokowi magii – jeśli będziemy używać jej za często skończymy jak słynna Czarna Alice i nie będziemy mogli wygrać. Ostatecznie zawsze lepiej jest rozwiązać problem używając po prostu głowologii! Jeśli jednak jesteśmy już na skraju magicznego szaleństwa zawsze może uratować nas herbatka w gronie przyjaciół. Nie możemy spuścić z oka problemów na zbyt długo, jeśli Lancre dopadnie prawdziwy kryzys – wszyscy przegramy. Możemy grać przeciwko sobie albo kooperacyjnie; sami albo w gronie do czterech osób. Tutaj znajdziecie szczegółowy opis zasad.

Brzmi ciekawie, prawda? Niestety sama rozgrywka już zbyt ciekawa nie jest.

Dowiedz się więcej…

Pierwsze rozczarowanie spotkało nas już po otwarciu pudełka. Gra nie należała do najtańszy. Okazało się jednak, że za 150 zł zakupiliśmy naprawdę niewiele elementów. Co prawda, plansza przedstawia Pratchettowskie Lancre naprawdę ładnie – z perspektywy lotu na miotle, z kostek chichocze do nas charakterystyczna szalona wiedźma, a z porządnych kart spoglądają na nas postaci z serii o czarownicach Świata Dysku, to poza tym w pudełku czeka na nas głównie powietrze. „Cóż, w końcu płacimy głównie za radość z rozgrywki!” – myślę sobie, mając nadzieję, że właśnie tak gra udowodni swoją jakość. Niestety tutaj czeka na mnie kolejne rozczarowanie.

Nie tylko zasady Wiedźm są banalnie proste, niestety rozgrywka jest równie łatwa. W kółko i w kółko rzucamy kośćmi. Karty tylko w niewielkim stopniu pomagają zmniejszać losowość, czy nią zarządzać. Z grą wygrywamy zawsze – w prostym i trudnym wariancie, kooperacyjne i rywalizując, solo, we dwoje i we czworo. Mechanicznie więc rzucamy kostkami, rywalizacji nie czuć wcale. W ogóle emocji podczas gry brakuje, nikt z nas nie ma bowiem poczucia kontroli nad tym co dzieje się na planszy. Co więcej, wraz z rozwiązywaniem kolejnych problemów zyskujemy coraz więcej bonusów i gra staje się, o zgrozo, coraz łatwiejsza. Interakcji z innymi nie ma wcale, chyba że potrzebujemy wspólnie wypić herbatkę, by nie poddać się magicznemu szaleństwu. Poza tym niezależnie latamy po Lancre, ratując krainę.

Choć historia, którą przedstawia nam instrukcja do gry, wydaje się ciekawa i zachęcająca, to niestety sama gra nie oddaje zupełnie tego klimatu. Czy pomagamy zbić gorączkę, czy walczymy z Królową Elfów – rzucamy kostkami. Chociaż z kart zerkają na nas postaci z Pratchettowskich książek, to już dostępne na nich akcje z książkami zupełnie nie są związane (a było to jednym z większych plusów Ankh-Morpork). Karty dają nam do wyboru dosłownie kilka możliwych działań, które powtarzają się wielokrotnie w, i tak niezbyt obszernej, talii. Bez znaczenia jest też jaką postacią gramy. Choć teoretycznie każda z czarownic zaczyna z innym bonusem, to w praktyce rozgrywka każdą z nich wygląda tak samo. Klimatu Pratchettowskiego niestety brakuje i trudno jest się wczuć w tytułową wiedźmę. Trzeba przyznać, że gra ładnie się skaluje i podobnie działa w każdej z opcji rozgrywki. Niestety w żadnej z tych opcji nie staje się bardziej emocjonująca.

Czy Ci się spodoba?

Wiedźmy miały być lekką grą familijną. I rzeczywiście są grą lekką i prostą, dla nas – zdecydowanie zbyt prostą. Ogromna losowość i brak miejsca na jakiekolwiek kombinowanie sprawiają że tylko rzucamy kostkami, oczekując na zakończenie. Największym naszym zarzutem jest brak emocji podczas rozgrywki – nas Wiedźmy nie wciągają wcale.

Być może gra mogłaby znaleźć swoich zwolenników wśród początkujących graczy, szukających lekkiej, losowej rozgrywki, przy której dalej można dzielić się najnowszymi plotkami. Mówi się, że Wiedźmy sprawdzić się mogą jako gra dla dzieci. Czy rzeczywiście, skoro oparta jest na książkach dla dorosłych a rozwiązywać mamy m.in. problem ciąży?

Jedno jest pewne, Świat Dysku: Wiedźmy nie są grą dla nas. Jeśli jesteś fanem Ankh-Morpork, Wiedźmy z pewnością nie są też dla Ciebie.


Co lubimy


świetne grafiki

Na co narzekamy


brak emocji podczas gry; ogromną losowość; zbyt prostą, wręcz banalną rozgrywkę; wysoką cenę

Basior