2
Posted 09/06/2015 by Basior in Artykuły
 
 

Statki, łupy, kościotrupy – pierwszy rzut oka na Portalkonie


Grze Statki, łupy, kościotrupy przyglądamy się z zainteresowaniem odkąd tylko Portal ogłosił jej planowaną premierę. Dlaczego? Przede wszystkim dlatego, że od dawna tytuły Portalu wspaniale się u nas sprawdzają i najczęściej pojawiają się na naszym stole. Poza tym, piraci to temat niezwykle wdzięczny i chwytliwy. Kiedy jeszcze na którymś z vlogów Portalu zobaczyliśmy statki, które składają się jak puzzle, byliśmy już pewni, że to gra której musimy spróbować. Mieliśmy taką okazję na 6. Portalkonie. Jesteście ciekawi jakie są nasze wrażenia z rozgrywki w najświeższy prototyp Ignacego Trzewiczka?

Statki, łupy, kościotrupy to gra, która pozwala nam wcielić się w bezlitosnych piratów, grasujących po niebezpiecznym morzu. Nad planszą możemy usiąść w gronie od 2 do 5 osób, zaś rozgrywka ma trwać około godziny.  Naszym zadaniem jest uzbieranie jak największej ilości skarbów, które pozwolą nam wkupić się w łaski Króla Piratów i wygrać grę. W tym celu będziemy bezlitośnie łupić kupieckie statki napotkane na morzu. Aby coraz bardziej szerzyć strach wśród naszych ofiar, w porcie będziemy mogli rozbudowywać nasz okręt, czy zatrudniać nowych kompanów.

Podczas rozgrywki udamy się na kilka wypraw. Każda z nich składać się będzie z losowych przygód, wyznaczających statki, które spotkamy na swojej drodze. Mogą być to statki kupieckie, ich obstawa, lub też dobrze przygotowane do bitwy okręty wojskowe. Karta przygody wskazuje nam także siłę naszych przeciwników, ich zdolności specjalne i ilość towarów, które mamy szansę zagarnąć.

Kiedy tylko napotykamy kupców, dochodzi do bitwy morskiej. Herszt bandy (pierwszy gracz) przygotowuje odpowiednią ilość kostek-statków kupieckich, a następnie  zbiera kostki od graczy-piratów. Wszystkie razem miesza w złożonych dłoniach i wrzuca do pudełka-morza. I tu zaczyna się cała zabawa! Dla wyniku bitwy ważne są nie tylko rezultaty wyrzucone na naszych kostkach, ale także (a być może nawet bardziej) to, gdzie te kostki upadły i jak daleko znajdują się od statków kupieckich. Jeśli posiadamy żagiel możemy teraz poruszyć naszą kostkę o długość karty, aby spróbować abordażu. Jeśli zaś posiadamy działo, możemy strzelić do przeciwnika na szerokość karty. Jeśli, mimo tych ataków, na placu boju wciąż znajdują się kupieckie statki, po kolei rozliczamy kolejne starcia. Zakładamy, że w trakcie bitwy w końcu dogoniliśmy przeciwnika i porównujemy wynik kostki kupieckiej z najbliższą kostką piracką. I tak, aż wszyscy kupcy znikną z morza, pokonani. Razem z grą otrzymamy specjalną linijkę, która pomoże nam rozstrzygać spory, choć z pewnością sprzeczek nie będzie tu mało. Za pokonane statki otrzymujemy skarby. Jeśli jednak to my oderwaliśmy, nasz okręt będzie potrzebował kosztownej naprawy. Oprócz tego po skończonej bitwie wszyscy piraci zyskują podaną w przygodzie liczbę towarów, które mogą zabrać w dalszą podróż, o ile mają na nie miejsce. W przeciwnym wypadku będą musieli wyrzucić je do morza.

Każda wyprawa rozpoczyna i kończy się w porcie. Jak prawdziwi piraci – dopiero tutaj możemy naprawdę zaszaleć. To tutaj naprawiamy nasze statki i sprzedajemy zrabowane towary. To tutaj możemy dzięki beczkom rumu znaleźć nowych kamratów, którzy wsiądą na nasz statek. Tutaj wymienimy materiały i przyprawy na elementy rozbudowujące naszą banderę. Tutaj błyskotkami wkupimy się w łaski Króla Piratów, czy też wymienimy złoto na punkty zwycięstwa, np. kupując bezludną wyspę.

Statki, łupy, kościotrupy pozwalają nam spersonalizować naszą piracką łajbę i sprawić, aby była inna w każdej rozgrywce. Wszystko to dzięki niezwykle pomysłowym statkom-puzzlom, które możemy rozbudowywać o zakupione części. W grze występują dwa rodzaje elementów. Pierwsze, tańsze, podstawowe to ładownia, żagiel i działo. Możemy mieć ich dowolnie wiele i każdy z graczy będzie posiadał pewną ich ilość. Umożliwiają nam one podstawowe i właściwie niezbędne akcje w grze: przechowywanie towarów, ruch i strzelanie podczas bitwy. Jeśli jednak zdecydujemy się udać do droższego warsztatu, możemy zakupić części specjalne. Każda z nich w grze występuje tylko raz. Żaden z graczy nie będzie więc mógł zakupić tego samego elementu co my. Co więcej, zapewniają nam one wyjątkowo silne bonusy. Co podoba nam się najbardziej, z każdą kupioną częścią dostajemy kolejną płytkę-puzzla do dołożenia do naszego statku. Nasza łajba zmienia się więc z tury na turę, na naszych oczach. Nie tylko czujemy, że budujemy nasze pirackie imperium, ale możemy także nasze dokonania zmierzyć wzrokiem.

Zapowiada się, że Statki, łupy, kościotrupy będą grą wydaną naprawdę świetnie. Całość ozdabiają wesołe, komiksowe grafiki. Statki-puzzle to według nasz absolutny strzał w dziesiątkę, wspierający nie tylko estetyczne, ale i klimatyczne aspekty rozgrywki. Nasze bitwy rozgrywać będziemy na morzu, czyli w pudełku, które stanowić będzie ważny elementy gry. Od wewnątrz będzie ono przedstawiać morskie fale i to właśnie do niego wrzucać będziemy kostki-statki. Kostki, z unikalnymi wzorami, prezentują się również wyśmienicie. Te pirackie są matowe. Te kupieckie z kolei, dla łatwego odróżnienia, są w przezroczystych, cukierkowych kolorach. Jakby tego było mało, zbierane przez nas skarby będą wykonanymi z metalu, niewielkimi, żłobionymi monetami. Mimo, że mogliśmy obejrzeć jedynie prototyp, to gra już teraz prezentowała się wspaniale. W finalnej wersji będzie z pewnością śliczna.

Jak to bywa w tytułach Ignacego Trzewiczka, Statki, łupy, kościotrupy dbają o świetny klimat podczas rozgrywki. Zasady wydają się spójnie wpasowywać w temat. Partia toczy się w rytmie podróży morskiej, wyznaczanym przez wizyty w porcie. Rozgrywka powoduje krzyki i sprzeczki jak w prawdziwej pirackiej bandzie.  Chociaż próbowaliśmy tylko wariantu podstawowego – przyjaznego (gdzie piraci nie mogą atakować siebie nawzajem), to i tak gra wywoływała całą masą dyskusji i przekomarzań. Możemy więc liczyć na mnóstwo interakcji – ścigamy się, aby czym prędzej dotrzeć do kupieckiego statku, podbieramy sobie ofiary, używamy sprzętów specjalnych, aby dopiec rywalom i dostać jak najwięcej skarbów, a przede wszystkich rozstrzygamy niejasności i spory (system mierzenia odległości linijką wywołuje ich naprawdę wiele).

Czy to gra łatwa? Trudno powiedzieć. Na pierwszy rzut oka zasady wydały się nam dość skomplikowane, pewnie przez zmienne karty przygód. Rozgrywka jest jednak lekka i sprawia wrażenie prostej. Mniej strategiczna, a bardziej zabawowa. Podczas prezentacji prototypu Ignacy wspomniał, że Statki to nie gra, w którą gramy, aby wygrać, ale taka, w którą gramy, aby się pośmiać i pobawić. Wydaje się nam, że tak właśnie jest. Podczas rozgrywki głównie wciągnęły nas przepychanki o losy bitew morskich. Paradoksalnie dużo mniej liczyły się dla nas pieniądze, które właśnie decydują o wygranej.

Grając w Statki, łupy, kościotrupy trzeba też nastawić się na bardzo duży poziom losowości. Chyba nawet większy niż w większości gier kościanych. Istotne są przecież nie tylko wyniki na naszych kościach, ale i ich ułożenie względem pozostałych statków. I jedno, i drugie może skutecznie zablokować nam akcje lub zdecydować o naszej wygranej, czy porażce. Co prawda, stopniowo, rozbudowując statki zyskujemy coraz więcej kontroli. Jeśli jednak los się uprze, to będziemy musieli się mu poddać.

Statki, łupy, kościotrupy wydają się być grą lekką i nie stawiającą przed nami ciężkich, strategicznych wyborów; bardzo losową, ale dzięki temu wesołą i klimatyczną. Możemy liczyć na dużą różnorodność rozgrywek, dzięki unikalnym elementom rozbudowującym nasz statek, ale także kilku scenariuszom, które dostaniemy w pudełku i losowym kartom przygód, na które natkniemy się na morzu. Skojarzenie (choć przyznaję, że dość dalekie!), które mnie nasuwa się odnośnie Statków, łupów, kościotrupów to połączenie Potworów w Tokio z grami bitewnymi. System prowadzenia walk, z odmierzaniem odległości linijką, pozwala nam zupełnie na luzie, w lekkiej formie poczuć się trochę jak gracze figurkowi. Wydaje się, że tytuł ten wspaniale sprawdzi się jako pozycja familijna – dzieciaki powinny być zachwycone pirackimi zmaganiami. Do wypicia beczki rumu oraz wszędzie tam gdzie macie ochotę na wesołe, kumpelskie przepychanki w iście pirackim stylu, będzie również świetnie zdawać egzamin. Jeśli nie straszna wam losowość, jeśli szukacie gry nie tyle strategicznej, co lekkiej i zabawnej, powinniście z uwagą śledzić losy tego prototypu.


Basior